Właśnie skończyłem oglądać Furious po tym, jak mnóstwo influencerów w mediach społecznościowych oszalało i chwaliło ten serial jako faworyta do przyszłorocznych nagród Emmy. Ten serial jest napisany…
Właśnie skończyłem oglądać Furious po tym, jak mnóstwo influencerów w mediach społecznościowych oszalało i chwaliło ten serial jako faworyta do przyszłorocznych nagród Emmy. Ten serial jest napisany w kółko tak samo, fatalnie zagrany i pretensjonalnie nakręcony. Furious to kolejny powód, dla którego nie uważam Hulu za wartościową platformę streamingową – jej oryginalne seriale są zawsze przeciętne i pozbawione blasku. Serial porusza bardzo realną plagę, która sytuuje się gdzieś między przestępczością a wrażliwością – pedofilię, ale wątki poboczne rozwadniają główny temat serialu, zamieniając go w coś, co przypomina dramat sieciówki z odrobiną wyblakłej surowości. Alice jest ocalałą z przemocy domowej, a jednocześnie kimś, kto lubi uprawiać BDSM. Badania nie potwierdzają związku między przemocą domową a BDSM. Czyniąc z Alice entuzjastkę BDSM, scenarzyści odwracają uwagę widza od tego, by kiedykolwiek poczuł się źle z powodu jej przeszłości z Marshallem. Trauma Alice przypomina jeden wielki odcinek, w którym okłamuje widzów w kwestii przemocy domowej. Wolałbym, gdyby Alice była postacią bardziej niejednoznaczną, ale fakt, że jest kompletnym przeciwieństwem swojej traumy, jest trudny do ogarnięcia w ciągu zaledwie kilku odcinków. Wrzucenie do tego przeszłości Alice z dziecięcym drapieżcą wydaje się odpychające – ta przeszłość służy jedynie jako wygodny pretekst, by zabiła Eastona, a widz mógł popatrzeć na jej „krokodyle" łzy. Wygląda na to, że serial desperacko chciał zdobyć dodatkowe punkty. Niepełnosprawny partner miłosny, by pokazać, że antagonista-seryjny morderca ma też ludzką stronę i potrafi być opiekuńczy; policjant opiekujący się niepełnosprawnym dzieckiem razem z byłą żoną; Marshall z nieuleczalnie chorą matką; antagonistka jest lesbijką; przypadkowa para gejów. Nic z tego nie było konieczne. Z nimi czy bez nich fabuła pozostałaby taka sama. Ten serial to majstersztyk pokazujący, jak wygląda wymuszona inkluzywność – bolesny, bo trudno zrozumieć, co scenarzyści właściwie chcą przekazać. Serial próbuje przedstawić Catherine, antagonistkę, jako antybohaterkę. Doceniam wysiłek włożony w uczynienie z bezwzględnej, podającej narkotyki zabójczyni antybohaterki – ale to zupełnie nie działa, zwłaszcza gdy zdacie sobie sprawę, że jedyną motywacją Catherine było skonfabulowane wspomnienie i że sama miała swój udział w cierpieniu osoby, której śmierć próbuje pomścić. Za nic w świecie nie mogę zrozumieć, jak FBI w ogóle uzyskało jurysdykcję nad tą sprawą. Myślę, że scenarzyści uważają swoją widownię za przeciętnie głupią. Cóż, to już nie są czasy telewizji sieciowej. Serial wciąż pokazuje, jak FBI siłą przepycha się przed lokalną policją nowojorską, i zastanawiałem się, jak i kiedy w ogóle mogłoby to się zdarzyć przy lokalnym morderstwie mieszkańca Nowego Jorku. Scenarzyści są tak zajęci swoimi wątkami pobocznymi, że nie zadają sobie trudu, by wyjaśnić rzeczywistą logistykę fabuły. Nora, przełożona Alice, to balast, który należy natychmiast zwolnić. Jej taktyki i chęć brzmienia pewnie tak naprawdę nikomu w serialu nie pomagają. Bez niej każdy miałby większą szansę na wykonanie zadania. Z nią w grze ujawniają się kryjówki, a błędy kosztują dowody. A mimo to ma czelność nosić głowę wysoko. Jest gorsza niż nowicjuszka. Wątpię, by scenarzyści konsultowali ten serial z prawdziwymi agentami FBI. U ludzi, którzy twierdzą, że prowadzą siatkę wykorzystującą dzieci i mają wpływy, żadna z ofiar nie ma ochroniarza ani broni. Dziewczyna niewiele wyższa niż metr pięćdziesiąt jest w stanie podejść bardzo blisko kogoś, mając przy sobie tylko strzykawkę z fentanylem. Nie twierdzę, że ci parszywi mężczyźni nie powinni być lepsi, ale scenarzyści nie musieli robić z ofiar aż tak głupich i naiwnych. Scenarzyści chcą, byśmy uwierzyli, że Catherine dokładnie wie, jakie guziki nacisnąć, a ci ludzie automatycznie się podporządkowują. Ale dajcie spokój. Serial ma najdziwniejszą ścieżkę dźwiękową. Czołówka wystarczy, bym zapomniał o powadze tematu serialu. Ścieżka dźwiękowa brzmi, jakby była przeznaczona na jarmark, a nie na program o śledztwie FBI. Na koniec – nie traćcie czasu na serial, z którego równie dobrze mogłaby powstać ulotka. Zamiast tego obejrzyjcie filmy takie jak Spotlight i Milczenie owiec, albo seriale jak The Mare of Easttown.