Spider-Man: Całkiem nowy dzień

Spider-Man: Całkiem nowy dzień Spider-Man: Brand New Day

7.9 /10
2,459 ocen
2026 145 min Wydany

Walcząc z przestępczością w Nowym Jorku, który nie zna już jego imienia, w pełni poświęcił się ochronie miasta. Gdy rosnące wymagania zaczynają go przytłaczać, presja wywołuje zaskakującą fizyczną przemianę, która zagraża jego istnieniu, podczas gdy nowy, niepokojący schemat zbrodni prowadzi do pojawienia się jednego z najpotężniejszych przeciwników, z jakimi kiedykolwiek się zmierzył.

Spider-Man (Avengers) - Kolekcja

Obsada Pełna obsada i ekipa

Tom Holland
Tom Holland

Peter Parker / Spider-Man

Mark Ruffalo
Mark Ruffalo

Bruce Banner / Hulk

Jon Bernthal
Jon Bernthal

Frank Castle / Punisher

Jacob Batalon
Jacob Batalon

Ned Leeds

Sadie Sink
Sadie Sink

Jean Grey

Florence Pugh
Florence Pugh

Yelena Belova / Black Widow

Liza Colón-Zayas
Liza Colón-Zayas

Detective Jean DeWolff

Tramell Tillman
Tramell Tillman

William 'Bill' Metzger

Marisa Tomei
Marisa Tomei

May Parker

Naomi Watts
Naomi Watts

E.V. (titlesvoice)

Michael Mando
Michael Mando

Mac Gargan / Scorpion

Keith David
Keith David

Narrator of Spider Video (titlesvoice)

Taryn Marie Butler
Taryn Marie Butler

Apartment Girl

Johnny Myers
Johnny Myers

Building Manager

Zabryna Guevara
Zabryna Guevara

Sheila Rivera

Ekipa

Stanowisko Nazwy
Producent Producent Kevin Feige , Amy Pascal
Producent wykonawczy Producent wykonawczy Louis D'Esposito
Komiks Komiks Stan Lee , Steve Ditko
Reżyser Reżyser Destin Daniel Cretton
Obsada Obsada Sarah Halley Finn
Postacie Postacie Steve Ditko , Stan Lee
Scenarzysta Scenarzysta Erik Sommers , Chris McKenna
Koordynator kaskaderów Koordynator kaskaderów Peng Zhang
Reżyser drugiej ekipy Reżyser drugiej ekipy Peng Zhang
Kierownik oświetlenia Kierownik oświetlenia Jonathan Spencer
Kierownik efektów specjalnych Kierownik efektów specjalnych Alistair Williams
Kierownik muzyczny Kierownik muzyczny Dave Jordan
Twórca storyboardów Twórca storyboardów Tracey Wilson , Robert Consing
Operator zdjęć Operator zdjęć Brett Pawlak
Montażysta Montażysta Nat Sanders
Recenzje (12)

Co sądzą inni widzowie

79 %
Średnia ocena
12
Łącznie recenzji
Manuel São Bento
Manuel São Bento
28. 07. 2026
90%

Zobacz moją pełną recenzję na @ movieswetextedabout.com/spider-man-brand-new-day-movie-review-destin-daniel-cretton-delivers-peter-parkers-most-personal-story-yet Ocena: A SPIDER-MAN: CAŁKIEM NOWY…

Zobacz moją pełną recenzję na @ movieswetextedabout.com/spider-man-brand-new-day-movie-review-destin-daniel-cretton-delivers-peter-parkers-most-personal-story-yet Ocena: A SPIDER-MAN: CAŁKIEM NOWY DZIEŃ miał wszelkie predyspozycje, by stać się nadętą rundą honorową dla największych nazwisk MCU, a zamiast tego okazuje się najbardziej dojrzałą emocjonalnie i osobistą historią Petera Parkera, jaką dotąd otrzymaliśmy — taką, która traktuje swoją rozbudowaną obsadę jako narzędzia służące jednemu, bolesnemu pytaniu o izolację, tożsamość i cenę udawania, że nikogo się nie potrzebuje. Tom Holland nigdy nie był lepszy, Sadie Sink ogłasza się prawdziwą gwiazdą, a Destin Daniel Cretton dowodzi, że nawet w najbardziej zatłoczonym zakątku Marvela historia może w całości należeć do jednej postaci. Z jednymi z najlepszych scen akcji Spidermana, jakie widziałem, wybitną ścieżką dźwiękową Michaela Giacchino i znakomitymi kreacjami aktorskimi na każdym poziomie obsady, to zdecydowanie górna półka MCU.

nkuk
nkuk
30. 07. 2026
50%

Nazwa „Całkiem nowy dzień" jest mocno myląca, w tym filmie nie ma nic nowego, wszystko to już widzieliście. Film naprawdę się dłuży, jest nudny i kilka razy kompletnie się wyłączyłem, w ogóle nie…

Nazwa „Całkiem nowy dzień" jest mocno myląca, w tym filmie nie ma nic nowego, wszystko to już widzieliście. Film naprawdę się dłuży, jest nudny i kilka razy kompletnie się wyłączyłem, w ogóle nie utrzymał mojej uwagi. Sprawia wrażenie dwa razy dłuższego niż w rzeczywistości, ciągnie się i ciągnie i ciągnie. Myślę, że Spider-Man działał lepiej, gdy był oddzielony od bezsensownego wspólnego uniwersum MCU, jest tu upchniętych kilka naprawdę żenujących momentów w stylu MCU. To nie jest zły film, to całkiem kompetentny przeciętny film superbohaterski — bohaterowie się przedstawiają, czarny charakter się przedstawia, potem superbohater wygrywa, ta sama fabuła co w każdym innym filmie o superbohaterach. Liczyłem na coś Naprawdę Nowego — tego nie dostałem.

Sejian
Sejian
31. 07. 2026
70%

Podobało mi się to, ale mam kilka rażących zastrzeżeń. UWAGA, SPOILERY: 1. Ile jeszcze razy będziemy to robić – tę !@#$ sprawę, gdzie bohaterowie po prostu nie mówią, o co im !@#$ chodzi? Połowę…

Podobało mi się to, ale mam kilka rażących zastrzeżeń. UWAGA, SPOILERY: 1. Ile jeszcze razy będziemy to robić – tę !@#$ sprawę, gdzie bohaterowie po prostu nie mówią, o co im !@#$ chodzi? Połowę filmu spędziliśmy z Jean terroryzującą Petera tylko dlatego, że wszedł jej w drogę. Ani razu nie przyszło jej do głowy, żeby z nim porozmawiać i powiedzieć: „CI !@#$ MAJĄ MOJĄ !@#$ SIOSTRĘ, TY !@#$ DUPKU!”. Serio? Serio? Znowu odgrywamy scenę w stylu „RRAATTUUJJCCIIEE MMAARRTHĘĘ”? 2. Damage Control jest poza kontrolą od czasów WandaVision i Ms. Marvel. Jak, do cholery, mogą dalej działać bez żadnego nadzoru? I jak, do cholery, Metzger nadal jest na wolności? To jak Kingpin na koniec drugiego sezonu Daredevila: mnóstwo filozoficznych !@#$ gadek i żadnej sprawiedliwości. Żadnej sprawiedliwości dla Sary, żadnej dla Jean, żadnej za zbrodnie Metzgera. 3. Nie akceptuję wymówek typu „to drobiazg”. Czy wydarzenia z drugiego sezonu Daredevila były zbyt „drobne”, by Yelena mogła zagrać cameo? A gdzie jest Xavier? Czy dla niego też to zbyt „drobna sprawa”? Może obniżę ocenę z 8 na 7, bo te „rażące zastrzeżenia” naprawdę mnie irytują.

Brent Marchant
Brent Marchant
02. 08. 2026
60%

Kiedy oglądam film, oczekuję, że mnie zabawi, oświeci i/lub poinformuje (niekoniecznie w tej kolejności albo wszystko naraz). Czego jednak *nie* chcę, to bycia traktowanym jak cel marketingowy. A to…

Kiedy oglądam film, oczekuję, że mnie zabawi, oświeci i/lub poinformuje (niekoniecznie w tej kolejności albo wszystko naraz). Czego jednak *nie* chcę, to bycia traktowanym jak cel marketingowy. A to jest niestety jeden z problemów wielu produkcji z Marvel Universe, w tym najnowszej odsłony serii o Spider-Manie. Biorąc pod uwagę zawiłą sieć własności (bez gry słów) w tym nakładającym się zbiorze franczyz superbohaterskich, praktycznie we wszystkich ich projektach filmowych dochodzi do znacznych przenikania się postaci i wątków fabularnych. Z tego powodu pewne krzyżowe zapylanie narracji jest nieuniknione. Ale gdy ta praktyka staje się kluczowym elementem budowania fabuł tych produkcji, zaczyna to przypominać bardziej manipulację marketingową niż uczciwe opowiadanie historii, jak ma to miejsce tutaj. Nie doceniam szczególnie wykorzystywania istniejących dzieł do celowego promowania nadchodzących produkcji. Sprawia to, że filmy stają się nieco szablonowe i sztampowe. I choć w tej odsłonie nie jest to doprowadzone do skrajności, mimo wszystko jest obecne, niezależnie od tego, jak bardzo reżyser Destin Daniel Cretton próbuje ożywić inne cechy wyróżniające, które mogły zostać wplecione w scenariusz. W istocie film kontynuuje obecną mitologię Spider-Mana, w której główny bohater Peter Parker (Tom Holland) działa głównie jako samotny, ukryty pogromca zbrodni w Nowym Jorku, ścigający czarne charaktery w świecie, w którym on sam i jego dawne osiągnięcia zostały celowo zapomniane w ramach bezinteresownej inicjatywy ochronnej. Tylko on zachowuje pamięć o tym, co było wcześniej, przez co pozostaje sam z tą wiedzą, ponieważ dawni znajomi, w tym jego dawna miłość M.J. (Zendaya), nie zachowują o nim żadnej osobistej pamięci. Powoduje to u niego pewne emocjonalne wyczerpanie, ale jest to też coś, na co nie ma czasu się skupiać, biorąc pod uwagę jego obciążenie pracą oraz fakt, że sam przechodzi własne przemiany, walcząc z groźną nową nemezis (Sadie Sink). To prawda, zyskuje pewną pomoc od dawnych superbohaterskich pobratymców (Mark Ruffalo, Florence Pugh), ale oni też go nie pamiętają, co ogranicza ich skuteczność. Czy zdoła przezwyciężyć te wszystkie wyzwania? To pytanie równie ważne dla widzów, co dla samego Spideya, biorąc pod uwagę, że w opowiadaniu tej historii wprowadza się wiele wątków narracyjnych (i to nie zawsze klarownie) – problem, który dręczy płynność materiału w pierwszej połowie. Może to potencjalnie utrudnić widzowi zrozumienie aż do końcówki filmu, gdy fabuła w końcu znajduje pewniejszy grunt, by opowiedzieć swoją historię (nawet jeśli część z tego nie zawsze jest odpowiednio wyjaśniona). Rozważny montaż mógłby tu pomóc, ale mogłoby to oznaczać przycięcie części materiału marketingowego dla przyszłych produkcji (a na to przecież nie możemy sobie pozwolić, prawda?). Krótko mówiąc, „Spider-Man: Brand New Day” najlepiej postrzegać jako przeciętną produkcję Marvela, oferującą momentami przyjemnie rozwinięte postacie, ale mimo to pokrywającą wiele terenu akcji i przygody, który widzieliśmy już w niezliczonych innych produkcjach studia, i który zdecydowanie skorzystałby na przemyślanym przycięciu swojego zbyt długiego czasu trwania 2:24:00. Zagorzali fani serii bez wątpienia to pokochają (lub praktycznie cokolwiek innego, co Marvel zdecyduje się wyświetlić) bez względu na wszystko, ale ja nie mogę się zgodzić z taką oceną. W końcu jest tu dość niezaprzeczalna ironia w odważnym sformułowaniu tytułu filmu, który zdaje się obiecywać coś nowego, ale nie dotrzymuje tej obietnicy tak dobrze, jak mógłby.

GenerationofSwine
GenerationofSwine
02. 08. 2026
70%

Nie widziałem filmu Marvela od dawna i szczerze mówiąc, specjalnie nie chciałem. Ostatni, jaki widziałem, to Spider-Man... i myślę, że tak jest u wielu ludzi. Tom Holland dźwiga na plecach to, co…

Nie widziałem filmu Marvela od dawna i szczerze mówiąc, specjalnie nie chciałem. Ostatni, jaki widziałem, to Spider-Man... i myślę, że tak jest u wielu ludzi. Tom Holland dźwiga na plecach to, co zostało z niegdyś wspaniałej serii, która teraz umiera w ostatnich konwulsjach, zagubiona w próbie przypodobania się nieistniejącej „nowoczesnej widowni”. Ale tak to jest, gdy poświęcasz swoich fanów na ołtarzu przebudzonych bogów – kończysz na kręceniu filmów, których nikt nie chce oglądać, bo zrujnowałeś franczyzy, które wszyscy kochali. A teraz to wszystko musi udźwignąć na swoich barkach Tom Holland. Więc jaki właściwie był ten film? Cóż, naprawdę przydałby mu się montażysta. To jeden z tych filmów, w których wersja reżyserska powinna być krótsza, a nie dłuższa. Tempo trochę kulało, były w nim cameo, które w ogóle nie musiały się znaleźć. Poboczny wątek o tym, jak Spidey „levelupuje”, nie musiał tam być. Kapitan policji nie musiał tam być. Gdyby obcięli trochę tłuszczu, film byłby dużo lepszy. Płynąłby lepiej, nie trzeba by tak długo czekać, aż fabuła ruszy, a całość byłaby o wiele lepsza. Zamiast tego był rozdęty. Próbowali wcisnąć w niego zbyt wiele, a ludzie oceniają go solidnym „meh”. Ale w ostatecznym rozrachunku i tak jest o niebo lepszy niż MCU, jakie dostaliśmy po Endgame. Tyle że to Spider-Man, a Sony ma w tym coś do powiedzenia, i podejrzewam, że mocno naciskali, żeby nie wsadzić tam „laski”, co uczyniłoby go żenującym i „gejowskim” i podkopałoby jedynego bohatera, jaki MCU ma jeszcze do zaoferowania.

JPV852
JPV852
02. 08. 2026
80%

Solidnie zrealizowany i przede wszystkim zabawny oraz wciągający wpis do serii o Spider-Manie, z dobrymi występami całej obsady i miłym zwrotem akcji (na szczęście udało mi się uniknąć spoilerów).…

Solidnie zrealizowany i przede wszystkim zabawny oraz wciągający wpis do serii o Spider-Manie, z dobrymi występami całej obsady i miłym zwrotem akcji (na szczęście udało mi się uniknąć spoilerów). Nie należy do najlepszych w gatunku komiksowym (choć i tak mieści się w mojej top 15 tej kategorii), ale dobrze się bawiłem. Tom Holland wciąż idealnie pasuje do roli, a podobały mi się jego sceny z Zendayą. **4,25/5**

Max Borghetti
Max Borghetti
02. 08. 2026

UWAGA, SPOILERY: Podobał mi się ten film, nie będę kłamać. Wydaje się inny, odważny i naprawdę pewny swojej własnej tożsamości. Jon Watts powinien robić sobie notatki. Jednocześnie uważam, że Hulk…

UWAGA, SPOILERY: Podobał mi się ten film, nie będę kłamać. Wydaje się inny, odważny i naprawdę pewny swojej własnej tożsamości. Jon Watts powinien robić sobie notatki. Jednocześnie uważam, że Hulk/Banner zasłużył na dużo większą rolę. Postać miała potencjał, by znacząco wnieść coś do fabuły, ale nigdy nie wykorzystano go w pełni. Nawiązanie do Bad Bunny'ego mnie rozśmieszyło, a szczerze mówiąc, także ucieszyło. Bez względu na to, czy go lubicie, czy nie, jest latynoskim artystą i nas reprezentuje. Przypomniało mi to nawet trochę kulturową energię i dumę, jaką uosabia Miles Morales. Co mi się nie podobało? Po pierwsze: gdzie do diabła jest J. Jonah Jameson? Film jest naszpikowany relacjami informacyjnymi omawiającymi Spider-Mana i wszystko, co dzieje się w Nowym Jorku. Jamesona widzieliśmy na końcu *Spider-Man: Bez drogi do domu*, a tutaj po prostu zniknął. Nic. Nawet wzmianki. Całkowicie wymazany z mapy. To samo dotyczy nawiązań do chipu inhibitora i Doktora Octopusa. Wystarczyłby jeden komentarz albo żart wygłoszony przez sztuczną inteligencję samego kostiumu, by potwierdzić to powiązanie bez zakłócania fabuły. A co z Daredevilem? Dokładnie ten sam problem. Wystarczyłoby mi kilka klatek z Mattem Murdockiem siedzącym za kratami swojej celi, wyczuwającym, że Spider-Man jest gdzieś blisko. Nie było potrzeby pełnej sceny ani zbędnego cameo. Jeden starannie skonstruowany kadr wystarczyłby, by zachwycić widownię i połączyć oba światy. Jest też poważny problem w finałowym akcie. Nasz przyjazny sąsiad Spider-Man ryzykuje życie, by uratować Jean Grey przed strzałem Punishera, a Frank ostatecznie zabiera go do szpitala. Chwilę później widzimy Petera leżącego na szpitalnym łóżku, podczas gdy Frank tłumaczy, że lekarze musieli całkowicie zniszczyć kostium, by uratować mu życie. To oznacza, że musieli zobaczyć jego twarz i odkryć jego tożsamość. I tu pojawia się dziura fabularna: skoro dowiedzieli się, kim jest, powinni odkryć, że Peter Parker praktycznie nie istnieje w żadnym rozpoznawalnym publicznym rejestrze – w wyniku tego, co wydarzyło się pod koniec *Bez drogi do domu*. Jaki więc sens miał cały ten wątek i wszystko, co Peter poświęcił? Problem staje się jeszcze bardziej oczywisty w ostatniej scenie, gdy Peter niedbale wychodzi głównym wejściem szpitala ubrany jako Peter Parker. Jeśli lekarze musieli zdjąć jego kostium i widzieli, że to Spider-Man, jak to możliwe, że nikt go nie rozpoznaje, nie przesłuchuje, nie zatrzymuje, ani przynajmniej w żaden sposób nie reaguje na tak ogromne odkrycie? No cóż… Uważam, że to, jak Ned nieświadomie przypomniał sobie Petera dzięki ich uściskowi dłoni na końcu, było pięknym i emocjonalnie inteligentnym szczegółem. Subtelnie sugeruje, że mimo iż jego pamięć została zmieniona, pewne emocjonalne więzi wciąż tkwią gdzieś w nim pogrzebane. Ale czas iść naprzód. Chcę zobaczyć Harry'ego Osborna. Chcę zobaczyć Gwen Stacy. Chcę zobaczyć, jak Peter w końcu zostaje fotografem i buduje własne życie, zamiast wciąż polegać na spuściźnie Avengers. Mam nadzieję, że *Spider-Man 5* będzie miał odwagę zbadać ten etap życia postaci z dojrzałością, dramatyzmem i filmowymi ambicjami, na jakie zasługuje. Peter Parker stracił już zbyt wiele. Teraz nadszedł czas, by zobaczyć, jak dorasta, odbudowuje swoje życie i w końcu staje się ostateczną wersją Spider-Mana.

Chris Sawin
Chris Sawin
05. 08. 2026
90%

Nawet mimo drobnych wad, *Spider-Man: Brand New Day* to jak dotąd najlepszy Spider-Man z Tomem Hollandem i zdecydowanie najbardziej ekscytujący film MCU od lat. Znakomite kreacje aktorskie,…

Nawet mimo drobnych wad, *Spider-Man: Brand New Day* to jak dotąd najlepszy Spider-Man z Tomem Hollandem i zdecydowanie najbardziej ekscytujący film MCU od lat. Znakomite kreacje aktorskie, sensacyjna choreografia akcji, zachwycająco wciągająca historia oraz jedne z najbardziej zapierających dech sekwencji „strzelania pajęczyną” ze wszystkich dotychczasowych filmów o Spider-Manie sprawiają, że *Brand New Day* umacnia się jako jeden z najlepszych filmów o Spider-Manie w historii. https://bit.ly/SpiderCant

CinemaSerf
CinemaSerf
06. 08. 2026
70%

„Peter Parker” (Tom Holland) tęskni. Po tym, jak w poprzednim filmie musiał poświęcić pamięć wszystkich o sobie, by ocalić świat, teraz musi kołysać się od budynku do budynku w swoim czerwono…

„Peter Parker” (Tom Holland) tęskni. Po tym, jak w poprzednim filmie musiał poświęcić pamięć wszystkich o sobie, by ocalić świat, teraz musi kołysać się od budynku do budynku w swoim czerwono-niebieskim kevlarze, powstrzymując przestępstwa, podczas gdy ta największa strata ze wszystkich – utrata „MJ” (Zendaya) – pozostaje nierozwiązana. Biedak jest samotny, więc wkłada cały swój wysiłek w pracę do tego stopnia, że jego policyjna koleżanka „DeWolff” (Liza Colón-Zayes) zaczyna martwić się o jego samopoczucie. I niedługo martwi się też on sam – jego pajęczy zmysł zupełnie oszalał. Co się dzieje? Cóż, rozmowa z przebywającą w saunie „Black Widow” (Florence Pugh) po azazelowatym doświadczeniu z pozornie złowrogą istotą, która potrafi przeskakiwać z osoby na osobę – ale nie potrafi wykorzystać jego jako przewodnika – zaczyna go naprawdę mylić. Na poziomie osobistym dowiedział się, że pająki mają trzy etapy życia, więc może to tylko naturalne dostosowanie? Uważa, że rozmowa z „Bannerem” (Mark Ruffalo) mogłaby pomóc – incognito, oczywiście – ale wydaje się to tylko pogarszać sprawę. Czy on też potrzebuje inhibitora, by powstrzymać się przed przemianą w coś znacznie bardziej niebezpiecznego, skoro jego wewnętrzna symbioza między człowiekiem a pająkiem wygląda na naruszoną? Tymczasem robi postępy w identyfikowaniu swojej bezwzględnej i potężnej nowej nemezis, ale to nie pomaga mu wyjaśnić, dlaczego jest tak zdeterminowana, by zniszczyć miejskie biuro egzekwowania prawa i zemścić się na jego szefie, „Metzgerze” (Tramell Tillman). Czy zdąży to rozwiązać, zanim pochłonie go jego nowo odkryta natura, i co oczywiście może zrobić w sprawie „MJ”? Minęło dziesięć lat, odkąd Holland po raz pierwszy założył czerwoną maskę, i tak jak obserwujemy aktora, możemy też obserwować, jak ewoluowała jego kreacja „Spider-Mana”. Z pewnością jest tu mnóstwo widowiskowych scen akcji – zazwyczaj w tandemie z zabawnym „Punisherem” Jona Bernthala – ale ten film ma w sobie też odrobinę więcej duszy. To o wiele bardziej charakterologiczne spojrzenie na człowieka pod maską, na jego udręczoną duszę – ale nie w melodramatyczny sposób; raczej studium tego, jak samotność potrafi wpłynąć na człowieka, każdego człowieka, i jak trudno mu przyznać się do problemu, nie mówiąc już o zwróceniu się do kogoś. Zendaya też wcale nie jest tu damą w opałach. Nie ma tu wysokiego piszczenia ani „ratuj mnie, ratuj mnie” przywiązanej do rusztowania przez czarny charakter. W istocie brakuje tu wyraźnie tradycyjnego czarnego charakteru, a w miarę rozwoju fabuły chaotyczna rzeź zaczyna wyglądać też jak przejaw samotności kogoś innego. To zdecydowanie jeden z elementów układanki MCU – z wątkami związanymi z „Avengers” i „X-Men” – ale nie kombinuje przy tym z osią czasu, więc dostajemy coś przyjemnego i szybko tempowanego, ale też odrobinę bardziej treściwego – niemałe osiągnięcie jak na człowieka, któremu sponsorzy nie pozwalają nawet na czerwono-niebieskie pajęcze spodnie!

RetroWill
RetroWill
07. 08. 2026
60%

To nie jest kompletna katastrofa, ale w najlepszym razie 6,5/10. Wypada dużo słabiej niż poprzednia trylogia i nie rozumiem, jak może bić rekordy i zbierać tak wysokie oceny. Sprawiał wrażenie…

To nie jest kompletna katastrofa, ale w najlepszym razie 6,5/10. Wypada dużo słabiej niż poprzednia trylogia i nie rozumiem, jak może bić rekordy i zbierać tak wysokie oceny. Sprawiał wrażenie zmęczonego, rozdętego filmu jadącego czysto na hype'ie i skumulowanym popycie na kolejną przygodę z Tomem Hollandem. Moim największym problemem była kluczowa obsada drugoplanowa. Emocjonalny ciężar filmu Bez drogi do domu opierał się na poświęceniu Petera, by mogli żyć bezpiecznie. Przywrócenie ich, gdy nawet go nie pamiętają, wydawało się totalnym wykrętem. Nie pełnili żadnej funkcji fabularnej i wyraźnie znaleźli się tam z obowiązku. Cofnięcie tego poświęcenia osłabia poprzedni film, a fabuła byłaby dużo bardziej zwarta, gdyby nie zajmowali tyle czasu ekranowego. Tempo i stawka były równie frustrujące. Słaby centralny konflikt rozciągał 2,5-godzinny film, w którym szokująco mało się działo. By zamaskować brak rozpędu, wciśnięto na siłę cameo bohaterów bardziej dla fanserwisu niż dla łuku fabularnego Petera, obciążając historię szerszą konserwacją MCU. Akcja i strona wizualna były równie mdłe. Zamiast przyziemnej, ulicznej akrobatyki, duże sceny wypadały generycznie i przeładowane CGI, z pospiesznym trzecim aktem, który zamienił emocjonalną wypłatę na hałaśliwy finał. Ogólnie przeciętny wysiłek. Na zwykły wieczorny wypad do kina jest w porządku, ale jako flagowa premiera rozczarowuje. Fani oczekujący mocnej kontynuacji poczują, że franczyza jedzie już na oparach. Powinna zerwać z przeszłością, by istnieć samodzielnie, albo rozpocząć nową trylogię. To wprawdzie trudne zadanie, ale dałoby dużo lepszy czwarty film.

popcar2
popcar2
09. 08. 2026
50%

Zdecydowanie najgorszy film o Spider-Manie z Tomem Hollandem. Fabuła jest mało ambitna i pozostawia tak wiele niedokończonych wątków, że wydaje się, jakby prawie nic nie zostało rozwiązane, a…

Zdecydowanie najgorszy film o Spider-Manie z Tomem Hollandem. Fabuła jest mało ambitna i pozostawia tak wiele niedokończonych wątków, że wydaje się, jakby prawie nic nie zostało rozwiązane, a scenarzyści najwyraźniej na siłę próbowali stworzyć trzeci akt, w którym Spider-Man musi z kimś walczyć. Po co w ogóle wprowadzać Jean, a potem w ogóle nie rozwiązać jej wątku... W ogóle? Film zaczyna się od tego, że jest w ucieczce, szuka swojej siostry, odkrywa, że nie żyje, po czym znów wraca do ucieczki. Naprawdę nie wydawało się, że coś osiągnęliśmy. Nie wydawało się, żeby miała jakikolwiek rozwój postaci, bo wciąż nic o niej nie wiemy, poza tym, że jest wściekła na ludzi, którzy porwali jej siostrę. A zwrot, że wcale nie jest złoczyńcą, wydaje mi się kompletnie szalony, bo przez cały film była szaleńczo zła i spędziła większość czasu na dręczeniu Spider-Mana, grożeniu, że zabije jego dziewczynę, opętywaniu wielu ludzi i doprowadzaniu ich do prób samobójczych, i wyrządzaniu niewyobrażalnych szkód… tylko po to, by film zakończył się słowami „w głębi duszy to naprawdę miła osoba?”. Co???! Była jawnie zła i sadystyczna, a teraz jest po prostu fajna i niezrozumiana? Duża część tego, że Jean stała się złoczyńcą, wynikała z czystej wygody, żeby Spider-Man miał z kim walczyć. Po co Jean miałaby przejeżdżać czołgiem przez miasto i podkładać bombę, gdyby chciała zachować niski profil? Po co uwolniła Skorpiona? Poza tym nie można po prostu zrobić KAŻDEJ sceny akcji o walce z kontrolowanymi umysłowo złoczyńcami. O Boże, to Skorpion... ale jest kontrolowany! To Hulk, ale jest kontrolowany! To Ręka, ale są kontrolowani!!! To banda ochroniarzy, ale są...! A nieważne, po prostu chcieli powalczyć ze Spider-Manem dla zabawy. Połowa fabuły to po prostu Spider-Man zdobywający pewność siebie, by ponownie przedstawić się swoim przyjaciołom. Całkowicie rozumiem, *dlaczego* to robią, i to miłe, że odnawiają więź w wiarygodny sposób… Ale to po prostu nudny pomysł na fabułę. Cały emocjonalny rdzeń filmu to po prostu „facet nawiązuje kontakt z postaciami, z którymi przyjaźnił się w poprzednim filmie”. Cały film zajmuje zresetowanie status quo z powrotem do poprzedniego filmu. Wyobraźcie sobie, gdyby ten czas poświęcili na wprowadzenie jakichś nowych, ciekawych postaci zamiast ponownego przedstawiania tych, które już znamy. Ręka też po prostu kręci się po Nowym Jorku i nigdy nie zostaje to wyjaśnione ani rozwiązane. Moce Spider-Mana wymykające się spod kontroli też nigdy nie zostają rozwiązane, ale chyba jest zasugerowane, że przechodzi to, gdy znów ma przyjaciół. Jean Grey zwodzi cię, sugerując, że wprowadzają mutantów do MCU, ale nigdy tego nie robią. Ten reżyser podobno miał przeżyć, ale nigdy nie widzimy, co się z nim stało…? Po prostu pozwolili mu odejść bez żadnych konsekwencji? Tyle zmarnowanego potencjału i zmarnowanego czasu. Wszystko wydawało się trochę na pół gwizdka. Jedyne, co naprawdę mi się podobało, to reżyseria – wydawała się dużo bardziej dynamiczna i mniej płaska niż w innych filmach o Spider-Manie z Tomem Hollandem. Uwielbiałem sceny z huśtaniem się na pajęczynie. Wszystko inne? Meh.

ianrathbone
ianrathbone
14. 08. 2026
90%

#filmreviewhaiku Manhattan powstaje / Odziedziczony geniusz / Złoczyńcy nadchodzą falami #filmreviewhaiku  

#filmreviewhaiku Manhattan powstaje / Odziedziczony geniusz / Złoczyńcy nadchodzą falami #filmreviewhaiku  

7.9

Głosowano 2459×

50% Średnia
0% 50% 100%
0/500