Choć ta historia ma pewien stopień sympatyczności, jej realizacja ją pogrąża. „Murderbot" ma dość ekscentryczny klimat czarnej komedii. Pomysł robota, który uwolnił się od zaprogramowanych…
Choć ta historia ma pewien stopień sympatyczności, jej realizacja ją pogrąża. „Murderbot" ma dość ekscentryczny klimat czarnej komedii. Pomysł robota, który uwolnił się od zaprogramowanych ograniczeń i po cichu obserwuje ludzkość z własnej, unikalnej perspektywy, jest intrygujący. Obsadzenie Alexandra Skarsgårda w roli głównej też nie jest złym posunięciem – dobrze radzi sobie w podobnie „nietypowych" dramatach, co pokazał już w serialu „Prawdziwa krew". Niestety, przeszkadza dzisiejsza nieustanna, wręcz obsesyjna potrzeba odhaczania – już nużąco przewidywalnych – punktów DEI. Efektem są postacie drugoplanowe, które w większości są męczącymi, „woke'owymi" karykaturami. Szkoda, bo jest tu prawdziwy talent. David Dastmalchian na przykład wykracza poza ograniczenia swojej postaci, dając subtelnie sarkastyczny, wciągający występ jako wspomagany przez AI naukowiec, podejrzliwy i wrogo nastawiony wobec robota. Poza tym mamy przyzwoite, choć niczym niewyróżniające się efekty specjalne oraz fabułę, która ma potencjał, ale jest skrępowana tonem tego serialu. Podsumowując: lekkie żartowanie z „woke'owych" cech ludzkich przez pryzmat robota wcale nie sprawia, że stają się one mniej „woke". Podobnie jak w wielu innych naznaczonych DEI serialach, i to jest kolejną zmarnowaną szansą. Cóż za szkoda, po raz kolejny.