Jak w wielu dzisiejszych serialach, mężczyźni po prostu nie mogą już mieć niczego naprawdę swojego. Przelotnie obejrzałem Netflixowy serial "Splinter Cell" u znajomego. Jak można było się spodziewać…
Jak w wielu dzisiejszych serialach, mężczyźni po prostu nie mogą już mieć niczego naprawdę swojego. Przelotnie obejrzałem Netflixowy serial "Splinter Cell" u znajomego. Jak można było się spodziewać, wszystko w tym z natury męskim, inspirowanym grą komputerową serialu zostało sfeminizowane. Kobieta jako agentka już w scenach otwierających, w pełni żeński zespół wsparcia również. Nawet gdy coś idzie nie tak, mężczyzna, którego wzywają z powrotem do roli agenta, jest stary i dawno po szczycie formy. Czyli żadnych młodych, zdolnych mężczyzn w wieku poborowym dostępnych jako wzorce, tak? Biorąc pod uwagę, że prawdopodobną grupą docelową są młodzi mężczyźni grający w tego typu gry, jaki to właściwie przekaz — że niewielu z nich ma jakąkolwiek wartość? Jeśli chodzi o resztę, to standardowa animacja w stylu japońskim. Jest w porządku, ale nic szczególnego, a fabuła to w gruncie rzeczy typowa, proamerykańska historia szpiegowska. Podsumowując, ten serial przynajmniej przypomniał mi, dlaczego przestałem płacić za Netflixa.